sobota, 30 grudnia 2017

poniedziałek, 25 grudnia 2017

sobie życzymy ciepłych



udział biorą: daglezja od sąsiada, szyszki z Rabki, stroik-stosik od rękodzielniczki, serwetka ze szmateksu, stolik z Przeworska, półki z Elektrometu, fotel dziadka w obiciu w wykonaniu ciotki, książki z księgarni

Święta to tylko dwa dni, nie zadepczcie ich w drodze z kuchni do stołu z obowiązkowym zestawem świątecznych potraw: zmęczenia, hałasu, złości, pośpiechu, nieuwagi, rozczarowania, pretensji, wytykania, wygórowanych oczekiwań, poświęcenia...
Odpoczywajcie. Na spacerach, z książką, kolędując, siedząc przed telewizorem. Jak Wam najlepiej. Celebrujcie. Bądźcie uważni. Róbcie tylko to, co Was cieszy. Świętujcie.



Oczywiście jak zwykle nie mogłam się zdecydować, którą wersję obrazka wykorzystać, rozdzieliłam więc obie (druga na facebooku). Jest jeszcze trzecia, salonowa. Ta zostanie "na zaś". Fonty bez polskich znaków, ale tylko takie mam w picasie. Do wyboru miałam napisać tak, albo wcale. Ponieważ staram się doskonalić w postawie "lepsze zrobione dostatecznie niż niezrobione perfekcyjnie" wybrałam wersję pierwszą. Mam nadzieję, że mi to wybaczycie.





sobota, 9 grudnia 2017

Christmas is coming




Tak mnie dzisiaj naszło i z dwóch kłębów jemioły, która rzuciła mi się była  pod nogi w drodze na dworzec pkp oraz ze sznura kolorowych lampek choinkowych przyniesionych ze strychu wraz z zimową pościelą urządziłam sobie jak zwykle niepowtarzalną świąteczną dekorację. Niepowtarzalną, bo tworzoną zawsze z tego co akurat pod ręką, bez żadnego wcześniejszego planu, więc każdego roku zupełnie inną.
Mam wrażenie, że ta jemioła nie przypadkiem rzuciła się właśnie przede mnie. Widocznie pora była przypomnieć sobie i o takim ziółku i jego właściwościach. 

Za oknem znowu spadło to białe.

 Wieczorem przeleję i osłodzę jesienne zalewy. Wesołe święta nie biorą się z niczego.




wtorek, 5 grudnia 2017

przedzimie wokół Doctor Villa

Zima to nie jest nasza ulubiona pora roku. Smród i czarny dym z kominów otaczających nas budynków jest niewyobrażalny. Każdy pali czym ma (smarami, szmatami, mokrym drewnem, starymi meblami) a u nas śmierdzi, jakby się w środku domu paliło. Od kilku lat grzeję tylko urządzeniami elektrycznymi. Od popiołu i dymu z kaflaków, od węgla i drewna jestem po prostu chora. Niestety choćbym całe ogrzewanie wymieniła na ekologiczne zabije mnie dym od sąsiadów. O wywietrzeniu domu przez otwieranie okien przez całą zimę można zapomnieć. Na spacery po wsi decydują się tylko szaleńcy albo ignoranci. Gdzieś na horyzoncie pojawiają się wprawdzie wizje gazociągu i  instalacji fotowoltaicznej, ale na razie to melodia przyszłości. No i kto zmusi mieszkańców do wymiany, skoro tak im wygodniej?


Tymczasem pada śnieg. Na szczęście nie ma jeszcze dużych mrozów.

Uwielbiałam przedzimowe opady śniegu w Rabce. Ten dzień, kiedy budziła mnie ta specyficzna cisza, to wyjątkowe światło odbite od śniegu i ten odgłos łopaty, którą sąsiad odśnieżał nasz wspólnotowy chodnik. Ale i tutaj w kwestii śniegu możemy liczyć na sąsiada. I gdyby tak można było odetchnąć pełnymi płucami bez obawy o zatrucie było by na prawdę miło.
  I chociaż znowu w domu zimno, to jest przynajmniej pięknie :)